Porozmawiajmy

Zalipie – malowana wioska i spotkanie z jej twórczyniami

Bielona chata w Zalipiu ozdobiona kolorowymi kwiatami.

Relacja z wizyty opublikowana w lipcu 2019 roku. Informacje historyczne i wskazówki do planowania odwiedzin sprawdziliśmy podczas redakcji we wrześniu 2026 roku.

Wjeżdżamy do Zalipia i przecieramy oczy ze zdumienia. Malowane kwiaty zdobią ściany domów, zagrody i przedmioty codziennego użytku. Jedziemy przez rozległą wieś, co chwila zatrzymując się przy kolejnym kolorowym detalu. Nie opłaca się nawet chować telefonu do kieszeni. Czujemy się jak w bajce.

Od białych plam do kwiatowych wzorów

Tradycja zdobienia domów na Powiślu Dąbrowskim ma długą historię. Według Muzeum Ziemi Tarnowskiej jednym z jej źródeł było rozjaśnianie zakopconych ścian białymi „packami”. Z czasem dekoracje nabrały kolorów i rozwinęły się w roślinne kompozycje. W Zalipiu sztuka wyszła poza wnętrza: pojawiała się na domach, studniach i zabudowaniach gospodarczych.

Felicja Curyłowa i jej zagroda

Ważną propagatorką tej tradycji była Felicja Curyłowa, żyjąca w latach 1903–1974. Jej dom stał się miejscem, w którym można zobaczyć, jak malarstwo przenikało codzienne życie: od ścian i pieca po dekoracje oraz przedmioty w izbach. Zagroda jest oddziałem Muzeum Ziemi Tarnowskiej. Przed wizytą sprawdź oficjalne informacje o zwiedzaniu Zagrody Felicji Curyłowej, zwłaszcza jeśli przyjeżdżasz z grupą.

Wanda Racia przed ogrodzeniem domu w Zalipiu.

Spotkanie z rodziną Miś

Podczas naszej wizyty poznawaliśmy także historię rodziny Miś. Malarska tradycja przechodziła w niej od pani Marii do córki Bogusławy, a następnie do Magdy i Gabrysi. Opowieść o kolejnych pokoleniach pozwalała zobaczyć w malowidłach coś więcej niż efektowną dekorację. Za wzorami stały konkretne osoby i praca wykonywana we własnym domu.

Pani Bogusława opowiadała o Zalipiu i miejscowej sztuce. Rodzinna pracownia oraz rękodzieło pokazywały, jak tradycja może być nadal tworzona. Możliwość spaceru, spotkania lub warsztatu trzeba uzgodnić z gospodarzami przed przyjazdem. Prywatne zagrody pozostają domami mieszkańców, dlatego podziwianie dekoracji powinno iść w parze z szacunkiem dla ich codzienności.

Dlaczego zapamiętałem Zalipie?

Dawno nie urzekło mnie w Polsce miejsce tak mocno. Spodziewałem się kilku malowanych domów, a odkryłem znacznie bogatszy świat kwiatów, opowieści i ludzi. Najlepszą częścią wizyty było zobaczenie tradycji, która powstaje rękami mieszkańców. Chciałbym, żeby przyjeżdżający znajdowali czas nie tylko na zdjęcie, lecz także na poznanie jej twórczyń.

Tego rodzaju spotkania inspirują nas również przy planowaniu wyjazdów w Polsce. O roli gospodarzy i lokalnych doświadczeń piszemy szerzej w artykule o kulturze i kuchni w programie podróży.

Maria Chlastawa, Bogusława Miś i Gabriela Miś na tle malowanej zagrody.
Warsztaty malarskie u rodziny Miś w Zalipiu, z farbami i pędzlami na stole.